Zamiast kilkunastu zdań wstępu...

 

Miałem taki plan zrobić bazę polskich podjazdów, z profilami, zdjęciami i opisami, z realnymi wartościami i jakąś statystyką... udało mi się pojechać z licznikiem i zrobić parę wycieczek po górach, pozbierać trochę danych, porobić trochę zdjęć... pytanie jednak, czy warto taką bazę tworzyć, może to niepotrzebne... sam nie wiem, nie jest to łatwe. 

Z pozoru wydawało się to bardzo łatwe, w rzeczywistości okazało się znacznie trudniejsze niż się spodziewałem. Już samo wyrysowanie profilów było skomplikowane, trzeba było skorygować każde zjechanie z obranej trasy, skalibrować względem punktów wysokościowych na mapie, ręcznie pokolorować (nie dało się automatycznie).

Myślę, że praca nie poszła na marne, bo coraz więcej ludzi interesuje się nie tylko samym jeżdżeniem po górach, ale chce wiedzieć jakie jest nachylenie, czy są jeszcze trudniejsze drogi w Polsce, który podjazd jest najtrudniejszy itd. Już pierwszy rzut oka na uzyskane wykresy obala wiele mitów odnośnie niebotycznej stromizny naszych podjazdów. Owszem, zdarzają się odcinki o stromiźnie ponad 10%, ale tylko niewiele dróg utrzymuje tą wartość przez kilka kilometrów. W bazie oprócz pierwszej dziesiątki najtrudniejszych polskich podjazdów szosowych znajdują się także czeskie i słowackie górskie szosy z ichniejszych top10. Ponadto jest wiele znanych podjazdów terenowych, jak brukowane drogi w głównym grzbiecie Karkonoszy czy wszystkie dostępne rowerowo szlaki Tatr polskich i słowackich. Nie brakuje także najwyżej położonych szos, za wyjątkiem Morskiego Oka gdzie od rana strażnicy parku narodowego pilnują aby nie wjechał nikt na rowerze...

No i zamiast kilkunastu zdań wstępu wyszło ... kilkanaście zdań wstępu ;-)